Znalezione zdjęcia dla uczucia:
Brak.
Znalezione filmy dla uczucia:
Brak.
"Człowiek jest odpowiedzialny nie tylko za uczucia, które ma dla innych, ale i za te, które w nich budzi."
Stefan Wyszyński
Ymmm no tak... niby nic nowego jeśli chodzi o ten cytat i większość zdaje sobie z tego sprawę, ale oczywiście nie Dakota.
Ale z drugiej strony, czemu mam się obwiniać za coś co nieumyślnie spowodowałam?
Ale od początku. Miałyście kiedyś tak, że potrzebowałyście przyjaciela(chodzi mi tu o płeć)? Bo wiadomo faceci mają inne podejście do spraw niżeli kobiety. Potrafią spojrzeć na coś z dystansem, odpowiednio to ocenić i wyjść z problemu w tak łatwy, że aż zabawny sposób. Ja osobiście miałam taki okres, że przyjaźniłam się w większości z facetami, z jednym w szczególności- i to był błąd. Od zawsze uważałam T. za kumpla (i nic więcej). Mogłam mu powiedzieć wszystko, doszczętnie obsmarkać koszule i oczekiwać od niego wsparcia. Do czasu. Ostatnio zrobił się jakiś rozdrażniony, kiedy dzwoniłam za każdym razem kłóciliśmy się o jakąś bzdurę, ale po paru godzinach pisał sms'a z przeprosinami (chyba juz wyuczonymi na pamięć): "wiesz, że nie o to mi chodziło, przepraszam, kocham cię paskudo".
A dziś kiedy wreszcie znaleźliśmy czas, żeby się spotkać spierdzieliło się na amen. Mianowicie miał przyjść na obiad i owszem zjawił się, ale razem ze sobą przywlókł tą aktorsko skrzywioną minę. Starałam się nie zwracać na to uwagi. Sprawy potoczyły sie swoim(złym) torem kiedy zadzwonił M.(mój chłopak). Ustalaliśmy co będziemy robić jutro wieczorem kiedy zobaczyłam minę T. Sama nie wiem jak ją dokładnie określić. Niech będzie buraczana.
Potem padł sztylet obelg w moim kierunku, jakieś buczenie pod nosem, co on sobie wyobrażał, trzaśnięcie drzwiami i hallo goodbye.
Faceci są niepojęci. A może to jednak moja wina?
P.S.
Jeśli ktoś miał zły dzień, tak jak ja niech poczyta tego bloga:
http://emo-martynka.blog.onet.pl
Zwala z nóg.
18.01.2010 o godz. 20:44
komentuj (1)
"Gdyby u mnie na oknie stały: kwiat paproci i niebieskie migdały"
Paktofinika
Szkoda, że nie można złożyć reklamacji Bogu na rodzinę. Mogli by iść do "naprawy". Marzenia, marzeniami a tu codzienność daje z łeb.
Zdążyłam się już przyzwyczaić do tego, że nie potrafię być punktualna i robię wszystko w biegu, ale dziś przeszłam samą siebie."A jeszcze 5 minut pośpię", i tak się zebrało tych minut, że zabijałam się na zakrętach biegnąc na uczelnie. Standardowo już nie zjadłam śniadania i przez cały wykład (o jakże ciekawych protista) myślałam o tym jakby tu zniwelować burczenie w brzuchu.
Popołudnie okazało się nieco łaskawsze. W przerwie między zajęciami wpadłam na starego kolegę jeszcze z gimnazjum. Boże jak się uśmialiśmy. Przyznam poprawił mi humor do pewnego stopnia.


