Małe postanowienie.
Ostatnio pisałam o tym, że nie chcę życia takiego jak inne i doszłam do wniosku, że powinnam podążać chwilą, iść własną drogą (Sadsong dziękuje za inspiracje) i nic nie planować- co będzie to będzie. Może dzięki temu nie będę niczego żałowała bo wszystko stanie się z przypadku.
Jak to powiedziała Wisława Szymborska: "Jestem jaka jestem. Niepojęty przypadek, jak każdy przypadek."
Kolejna pozycja na liście:
3)Spróbować jazdy konnej.
Ostatnio pisałam o tym, że nie chcę życia takiego jak inne i doszłam do wniosku, że powinnam podążać chwilą, iść własną drogą (Sadsong dziękuje za inspiracje) i nic nie planować- co będzie to będzie. Może dzięki temu nie będę niczego żałowała bo wszystko stanie się z przypadku.
Jak to powiedziała Wisława Szymborska: "Jestem jaka jestem. Niepojęty przypadek, jak każdy przypadek."
Kolejna pozycja na liście:
3)Spróbować jazdy konnej.
Tagi:
postanowienie
08.01.2010 o godz. 18:07
komentuj (3)
Idealizująca wariatka pochłonięta swoimi marzeniami.
Marzę, marzę, marzę...
It's crazy. Dreams amaze me.
Dziwne sny, słodkie sny, nie chce sie budzić...
...ale kurde muszę!! Jutro wyjątkowa sytuacja- trzeba wstać wcześniej niż zwykle bo już o 6.00(masakra!).
Podsumowanie dnia.
Dopadło mnie dziś myślenie o przyszłości, o tym co będzie po studiach. No wiadomo pasowało by znaleźć pracę, założyć rodzinę i bla bla... Tyle, że mi by czegoś brakowało. Sama nie wiem co jeszcze bym chciała(?). Może pragnę sławy, kariery, popularności? Wydaję mi się, że spełnienie jako matka i żona nie wystarczyło by mi. Przyjrzyjmy się uważnie: co robi typowy człowiek przez życie? Rodzi się, dorasta, uczy, pracuje, zakłada rodzinę, wychowuje dzieci, umiera- THE END. A gdzie nutka ekscytacji w tym wszystkim? Nie chce wieść życia takiego jak wszyscy. Nie mówię, że to jest złe życie ale jest... nudne? monotonne? zwyczajne? niepodobne do mojego stylu.
Tak, więc co byś chciała wnieść nowego do swojego życia Dakoto?
Dakota milczy, bo nie wie.
Pozycja druga na liście:
2)Nauczyć się robić jakieś egzotyczne, pyszne danie.
Marzę, marzę, marzę...
It's crazy. Dreams amaze me.
Dziwne sny, słodkie sny, nie chce sie budzić...
...ale kurde muszę!! Jutro wyjątkowa sytuacja- trzeba wstać wcześniej niż zwykle bo już o 6.00(masakra!).
Podsumowanie dnia.
Dopadło mnie dziś myślenie o przyszłości, o tym co będzie po studiach. No wiadomo pasowało by znaleźć pracę, założyć rodzinę i bla bla... Tyle, że mi by czegoś brakowało. Sama nie wiem co jeszcze bym chciała(?). Może pragnę sławy, kariery, popularności? Wydaję mi się, że spełnienie jako matka i żona nie wystarczyło by mi. Przyjrzyjmy się uważnie: co robi typowy człowiek przez życie? Rodzi się, dorasta, uczy, pracuje, zakłada rodzinę, wychowuje dzieci, umiera- THE END. A gdzie nutka ekscytacji w tym wszystkim? Nie chce wieść życia takiego jak wszyscy. Nie mówię, że to jest złe życie ale jest... nudne? monotonne? zwyczajne? niepodobne do mojego stylu.
Tak, więc co byś chciała wnieść nowego do swojego życia Dakoto?
Dakota milczy, bo nie wie.
Pozycja druga na liście:
2)Nauczyć się robić jakieś egzotyczne, pyszne danie.
Tagi:
przyszłość
Konsekwentnie brnę do przodu. Oby do wakacji.
Tak myślę, że zanim przyjdzie mi odpocząć od nauki to zrobię sobie specjalna listę, listę rzeczy które zawsze chciałam zrobić a nie było okazji, odwagi, czy Bóg wie czego. Uzbiera się parę zachcianek z przeszłości, ale będę miała 3 miesiące wakacji na spełnienie ich.
I takim sposobem mam już numer pierwszy na liście:
1)Zrobić tatuaż (ot! taki niewielki, zawsze chciałam)
Podsumowanie dnia.
Bywało lepiej, bywało gorzej.
Uwaga warta zapamiętania: "Dakota weź się tak nie stresuj byle pierdołami"- odnotowałam, zakodowałam i wcielam w życie.
Jutro ciężki dzień.
Niezła piosenka:
Tak myślę, że zanim przyjdzie mi odpocząć od nauki to zrobię sobie specjalna listę, listę rzeczy które zawsze chciałam zrobić a nie było okazji, odwagi, czy Bóg wie czego. Uzbiera się parę zachcianek z przeszłości, ale będę miała 3 miesiące wakacji na spełnienie ich.
I takim sposobem mam już numer pierwszy na liście:
1)Zrobić tatuaż (ot! taki niewielki, zawsze chciałam)
Podsumowanie dnia.
Bywało lepiej, bywało gorzej.
Uwaga warta zapamiętania: "Dakota weź się tak nie stresuj byle pierdołami"- odnotowałam, zakodowałam i wcielam w życie.
Jutro ciężki dzień.
Niezła piosenka:
"Gdyby u mnie na oknie stały: kwiat paproci i niebieskie migdały"
Paktofinika
Szkoda, że nie można złożyć reklamacji Bogu na rodzinę. Mogli by iść do "naprawy". Marzenia, marzeniami a tu codzienność daje z łeb.
Zdążyłam się już przyzwyczaić do tego, że nie potrafię być punktualna i robię wszystko w biegu, ale dziś przeszłam samą siebie."A jeszcze 5 minut pośpię", i tak się zebrało tych minut, że zabijałam się na zakrętach biegnąc na uczelnie. Standardowo już nie zjadłam śniadania i przez cały wykład (o jakże ciekawych protista) myślałam o tym jakby tu zniwelować burczenie w brzuchu.
Popołudnie okazało się nieco łaskawsze. W przerwie między zajęciami wpadłam na starego kolegę jeszcze z gimnazjum. Boże jak się uśmialiśmy. Przyznam poprawił mi humor do pewnego stopnia.
Zaczynam myśleć trzeźwo.
Bo przecież nie ma sytuacji bez wyjścia, przecież każdy konflikt do się jakoś zażegnać.
Najważniejsze w tej chwili to nie wpadać w niepotrzebną panikę (zdenerwowało by to tylko dodatkowo mamę i w niczym nie pomogło)i dać im czas, czas na przemyślenie błędów, całego zajścia i ich postępowania. Pogadam z każdym z osobna, poznam ich wersje zdarzeń i na tyle ile mogę spróbuję podsunąć im jakieś kompromisowe wyjście z sytuacji.
Podsumowanie dnia.
Radość z życia szybko się kończy, kiedy widzi się walizki ojca w przedpokoju. Bynajmniej nadal muszę zachować trzeźwość umysłu i nie pokazywać niczego po sobie. Ekstra, nie ma to jak coraz to nowsze, trudniejsze wyzwania.
Dakota, do jasnej cholery czy ty nie możesz mieć normalnego życia?!
I zapamiętać na przyszłość: nie stwarzać rodziny z upartym obcokrajowcem!
Bo przecież nie ma sytuacji bez wyjścia, przecież każdy konflikt do się jakoś zażegnać.
Najważniejsze w tej chwili to nie wpadać w niepotrzebną panikę (zdenerwowało by to tylko dodatkowo mamę i w niczym nie pomogło)i dać im czas, czas na przemyślenie błędów, całego zajścia i ich postępowania. Pogadam z każdym z osobna, poznam ich wersje zdarzeń i na tyle ile mogę spróbuję podsunąć im jakieś kompromisowe wyjście z sytuacji.
Podsumowanie dnia.
Radość z życia szybko się kończy, kiedy widzi się walizki ojca w przedpokoju. Bynajmniej nadal muszę zachować trzeźwość umysłu i nie pokazywać niczego po sobie. Ekstra, nie ma to jak coraz to nowsze, trudniejsze wyzwania.
Dakota, do jasnej cholery czy ty nie możesz mieć normalnego życia?!
I zapamiętać na przyszłość: nie stwarzać rodziny z upartym obcokrajowcem!
Tagi:
przemyślenia
refleksje
Mieliście kiedyś takie uczucie, że wszystkie problemy są na waszych barkach? Chcieliście kiedyś od tak zniknąć? Ja mam dzisiaj taką ochotę.
Przychodzę do domu a tu okazuje się, że rodzina mi się rozpada. Suuuper dawno nie działo się coś rodem z telenoweli brazylijskiej! Nie ma to jak miłe, ciepłe przywitanie z akcentem ekstrawagancji... czyli walizki w przedpokoju. Pierwsze skojarzenie: "hymmm kto to znowu przyjechał?". Ale pudło, moje pytanie powinno być skomponowane nieco inaczej, a mianowicie "kto się wyprowadza?". O jednego członka "rodziny" mniej. Wiem, że zderzenie kulturowe w naszym domu jest ogromne (mama-polka, ojciec- typowy meksykanin), ale co z tego? Przecież to nie znaczy, że takie kłótnie powinny być na porządku dziennym. Nie wiem co myśleć. Jestem z jednej strony zła na oboje, a z drugiej jest mi przykro. Mam ochotę sama jakoś uporządkować nasza już dość zagmatwaną sytuację rodzinną, bo jak widzę tylko ja zostałam z trzeźwym umysłem i przy zdrowym rozsądku. Ale to za dużo jak na mnie... ale przyznam, że nie mam wyjścia. Mama jest zbyt słaba psychicznie, ojciec ma syndrom wszystkowiedzącego uparciucha a brat...ehhh Michał jest typem "mnie w to nie mieszajcie"- typowe dla facetów(?). Wychodzi na to, że niby ja mam poskładać wszystko do kupy, tylko jak?
Przychodzę do domu a tu okazuje się, że rodzina mi się rozpada. Suuuper dawno nie działo się coś rodem z telenoweli brazylijskiej! Nie ma to jak miłe, ciepłe przywitanie z akcentem ekstrawagancji... czyli walizki w przedpokoju. Pierwsze skojarzenie: "hymmm kto to znowu przyjechał?". Ale pudło, moje pytanie powinno być skomponowane nieco inaczej, a mianowicie "kto się wyprowadza?". O jednego członka "rodziny" mniej. Wiem, że zderzenie kulturowe w naszym domu jest ogromne (mama-polka, ojciec- typowy meksykanin), ale co z tego? Przecież to nie znaczy, że takie kłótnie powinny być na porządku dziennym. Nie wiem co myśleć. Jestem z jednej strony zła na oboje, a z drugiej jest mi przykro. Mam ochotę sama jakoś uporządkować nasza już dość zagmatwaną sytuację rodzinną, bo jak widzę tylko ja zostałam z trzeźwym umysłem i przy zdrowym rozsądku. Ale to za dużo jak na mnie... ale przyznam, że nie mam wyjścia. Mama jest zbyt słaba psychicznie, ojciec ma syndrom wszystkowiedzącego uparciucha a brat...ehhh Michał jest typem "mnie w to nie mieszajcie"- typowe dla facetów(?). Wychodzi na to, że niby ja mam poskładać wszystko do kupy, tylko jak?
Tagi:
dennie
Szybkie podsumowanie dnia.
"Dla niej wszystkie dni były jednakowe. A wszystkie dni są takie same wtedy, kiedy ludzie przestają dostrzegać to wszystko, czym obdarowuje ich los, podczas gdy słońce wędruje po niebie."
Wychodzi na to, że jestem zbyt zakryta w swojej skorupie i za bardzo przejmuję się błahymi sprawami. Radość z życia przynoszą drobnostki. Odkryłam to dziś dzięki mojemu M.: "Przecież ja bym dla Ciebie życie oddał". Udany dzień z którego wyciągnęłam poważne wnioski.
"Dla niej wszystkie dni były jednakowe. A wszystkie dni są takie same wtedy, kiedy ludzie przestają dostrzegać to wszystko, czym obdarowuje ich los, podczas gdy słońce wędruje po niebie."
Wychodzi na to, że jestem zbyt zakryta w swojej skorupie i za bardzo przejmuję się błahymi sprawami. Radość z życia przynoszą drobnostki. Odkryłam to dziś dzięki mojemu M.: "Przecież ja bym dla Ciebie życie oddał". Udany dzień z którego wyciągnęłam poważne wnioski.
Tak na koniec dnia dzisiejszego piosenka-inspiracja. Przynosi mi nietypowe ukojenie nawet kiedy z nerwów czuje jakby w żołądku eksplodowało mi milion mini bomb.
I podsumowanie dnia.
Nic nadzwyczajnego, przez głowę przeszło mi mnóstwo myśli o tym jak powinno wyglądać moje życie.
Marzyliście kiedyś o rzeczach absurdalnie niemożliwych a jednak tak upragnionych? Jeśli o mnie chodzi, jeśli miała bym szansę cofnąć się w przeszłość chociaż raz... Boże o ile prostsze było by teraz moje życie! Nie mam zamiaru tu narzekać jaka jestem biedna i jak mnie los pokrzywdził bo przecież byłby to stek kłamstw. Ale marzyć o czymś lepszym, nieosiągalnym zawsze warto, choćby po to żeby oderwać się od rzeczywistości.
Tak z innej beczki: mam postanowienie noworoczne- chce stanąć na nogi, otrzeźwieć, otrząsnąć się z wydarzeń jakie miały miejsce kiedyś(choć pewne rzeczy zostawiają w sercu niewidzialne blizny które tak łatwo rozdrapać). Chce zapomnieć o starej Dakocie, chcę przestać przewidywać każdy ruch moich najbliższych.
A Wy macie jakieś postanowienia? Jakie?
Tagi:
codzienność
Pierwszy wpis. Chyba powinnam napisać coś więcej o sobie?
Więc mam na imię Dakota, w Polsce mieszkam od 7 lat, wcale mi się tu nie podoba, ale nie sadzę żeby gdziekolwiek indziej mi się podobało. Nie to żebym była jakąś pesymistką, może czasem, ale nie do tego stopnia. Mimo swojego wieku (19lat) jestem wciąż zagubiona we własnym świecie. Czasem sama nie wiem czego chce, właściwie nigdy tego nie wiem. Codziennie uciekam marzeniami w inny świat przez co wydaje mi się jakby moje życie było nierealne, nierzeczywiste, jakby było czyimś snem, czymś co mnie nie dotyczy, czymś w czym tylko gram. Teraz pewnie parę osób zastanowi się czy przypadkiem nie mam jakiejś choroby psychicznej. Nie mam. Jestem zdrowo rozwijająca się kobietą. Może źle to ujęłam, już się nie rozwijam, teraz się starzeje. Właściwie co za różnica, i tak czuje się jakbym była grubo po trzydziestce. Czasem zastanawiam się co ja robię w tej epoce. Nie jestem typowym stereotypem kobiety XXI wieku. Ale mniejsza o to. Jestem chyba typem samotnika(choć nie zawsze), cenie sobie spokój. Od ponad roku jestem z chłopakiem, typem który sam nie wie czego chce. Zrywał ze mną już 3 razy ale za każdym razem wracał. Myślę, że to źle, że godzę się na to ale świat poza nim nie widzę. Wiem, ze niedługo mnie zostawi, chyba już na zawsze.
Więc mam na imię Dakota, w Polsce mieszkam od 7 lat, wcale mi się tu nie podoba, ale nie sadzę żeby gdziekolwiek indziej mi się podobało. Nie to żebym była jakąś pesymistką, może czasem, ale nie do tego stopnia. Mimo swojego wieku (19lat) jestem wciąż zagubiona we własnym świecie. Czasem sama nie wiem czego chce, właściwie nigdy tego nie wiem. Codziennie uciekam marzeniami w inny świat przez co wydaje mi się jakby moje życie było nierealne, nierzeczywiste, jakby było czyimś snem, czymś co mnie nie dotyczy, czymś w czym tylko gram. Teraz pewnie parę osób zastanowi się czy przypadkiem nie mam jakiejś choroby psychicznej. Nie mam. Jestem zdrowo rozwijająca się kobietą. Może źle to ujęłam, już się nie rozwijam, teraz się starzeje. Właściwie co za różnica, i tak czuje się jakbym była grubo po trzydziestce. Czasem zastanawiam się co ja robię w tej epoce. Nie jestem typowym stereotypem kobiety XXI wieku. Ale mniejsza o to. Jestem chyba typem samotnika(choć nie zawsze), cenie sobie spokój. Od ponad roku jestem z chłopakiem, typem który sam nie wie czego chce. Zrywał ze mną już 3 razy ale za każdym razem wracał. Myślę, że to źle, że godzę się na to ale świat poza nim nie widzę. Wiem, ze niedługo mnie zostawi, chyba już na zawsze.
Tagi:
cos o sobie
przemyślenia


